Mniej bodźców, więcej dzieciństwa: Dlaczego natura to najlepszy plac zabaw?
Żyjemy w świecie, który pędzi na szóstym biegu.
Z każdej strony atakują nas ekrany, powiadomienia, jaskrawe neony i wszechobecny hałas. Dorośli dawno już przywykli do tego cyfrowego szumu, ale zapominamy, że na końcu tego bodźcowego łańcucha stoją DZIECI – małe istoty, których układy nerwowe po prostu nie nadążają za tym tempem.
Jako dyrektor przedszkola obserwowałam przez lata, jak zmieniają się preferencje i co serwuje nam rynek. Jeszcze do niedawna standardem były sale i place zabaw krzyczące jaskrawymi, agresywnymi kolorami, które miały „stymulować”, a w praktyce po prostu przytłaczały dzieci.
Na szczęście czasy plastikowych, krzykliwych potworków powoli odchodzą w niepamięć.
Coraz głośniej mówimy o tym, że mniej znaczy więcej.
Co na to nauka? Czyli dlaczego las i stonowane barwy to nie tylko modny trend.
Neurobiologia i psychologia rozwojowa nie pozostawiają złudzeń. Badania nad funkcjonowaniem mózgu – takie jak te przywoływane m.in. przez neurobiologa dr. Wojciecha Glaca – wyraźnie pokazują, że bezpośredni kontakt z przyrodą i naturalnymi materiałami dosłownie wspiera naszą korę przedczołową, czyli nasze wewnętrzne „centrum dowodzenia” odpowiedzialne za planowanie, koncentrację i samokontrolę.
Kiedy zdejmujemy z dzieci presję jaskrawych kolorów i hałaśliwych zabawek, dajemy ich mózgom szansę na tzw. restoration theory – teorię regeneracji uwagi.
W zielonym, stonowanym otoczeniu zmęczone układy nerwowe mogą wreszcie odpocząć. Badania nad tzw. syndromem deficytu natury o którym pisał m.in. Richard Louv potwierdzają, że brak bliskości z przyrodą skutkuje u dzieci problemami z koncentracją, trudnościami w regulacji emocji, a nawet stanami lękowymi.
Natura leczy – i to nie jest romantyczny slogan, a czysta neurofizjologia.
Jak to wygląda w praktyce?
W moim przedszkolu postanowiliśmy pójść tą drogą na sto procent – i to zarówno na zewnątrz, jak i wewnątrz budynku.
Nasze przedszkolne sale utrzymane są w stonowanych kolorach. Dominują tu spokojne odcienie szarości, przełamane elementami zieleni, natury i ciepłego brązu, co daje dzieciom prawdziwy oddech i poczucie bezpieczeństwa.
Zrezygnowaliśmy także z gotowych, narzucających konkretną rolę zabawek na rzecz dużej ilości kreatywnych klocków, przy pomocy których maluchy mogą budować dokładnie to, co podpowiada im wyobraźnia. Co więcej, chętnie wykorzystujemy materiały recyklingowe, którym dajemy drugie życie – zwykły karton w rękach przedszkolaków błyskawicznie zamienia się w cudowną bazę, statek kosmiczny albo ulubiony samochód.

Z kolei na zewnątrz zrezygnowaliśmy z tradycyjnych, gotowych zjeżdżalni w kolorach tęczy na rzecz przestrzeni, która autentycznie współgra z naturą.
Postawiliśmy na sprawdzony, modułowy plac zabaw TERRA z firmy Moje Bambino.
Co jest fantastyczne w takich rozwiązaniach? To fakt, że poszczególne elementy dobiera się i komponuje według własnego uznania, idealnie dopasowując je do terenu, którym się dysponuje.
Co u nas znajdziecie na placu? Zamiast gotowych schematów mamy prawdziwe eldorado dla dziecięcej wyobraźni:
Kuchnię błotną i stoły do doświadczeń, bo nic tak nie uczy fizyki i chemii jak mieszanie piasku, wody i szyszek. Klasyczną piaskownicę, w której powstają monumentalne budowle.

Drewniany kącik matematyczny, w którym zwykłe pniaki drzew z wypalonymi cyframi i krążki służą zarówno do nauki liczenia, jak i do zawodów w rzucaniu do celu.

Naszą dumą jest strefa ogrodnicza czyli przedszkolny warzywniak, który stał się sercem edukacji empirycznej. Sadzenie, codzienne podlewanie, cierpliwe pielenie, a na samym końcu długo wyczekiwane zbiory plonów dały dzieciom coś bezcennego poczucie ogromnej sprawczości. Zobaczcie sami: https://www.facebook.com/share/r/19a4njN95P/
Dzieci doświadczyły, że realna troska, systematyczność i cierpliwość przynoszą namacalne, pyszne efekty. To nie jest wiedza z podręcznika. To lekcja biologii, odpowiedzialności i szacunku do jedzenia w najczystszej postaci.
Co najlepsze? Te plony nie skończyły na wystawie – w pełni wykorzystywaliśmy je w naszej przedszkolnej kuchni!
Świeży szczypiorek i rzodkiewki trafiały na kanapki, z wyhodowanych cukinii piekliśmy chrupiące placki oraz pyszne, zielone muffinki, a własnoręcznie wykopywane ziemniaki zamienialiśmy w pieczone ziemniaczane łódeczki.
Czy można wyobrazić sobie lepszą lekcję zdrowego odżywiania?
Plac zabaw otoczony jest bujną, zieloną roślinnością, drzewami iglastymi i liściastymi. Dzięki temu dzieci prowadzą naturalne obserwacje botaniczne: widzą, jak zmieniają się pory roku, czym różnią się kory drzew i jak rosną poszczególne gatunki.
Mamy też coś dla miłośników świętego spokoju, ogrodową biblioteczkę.
Znajdziecie tam nie tylko książki czy uwielbiany przez dzieci National Geographic Kids, ale też gry plenerowe, koce piknikowe, kredki i papier.
To strefa ciszy, w której można złapać oddech, poczytać na kocu albo po prostu potrenować uważność, obserwując mrówkę na liściu.

Zmiana, którą zaobserwowaliśmy u dzieci, jest wręcz spektakularna. Dzieci spędzające czas w takim otoczeniu są zauważalnie spokojniejsze, bardziej wyciszone i zrównoważone. Rzadziej dochodzi u nich do konfliktów na tle „kto pierwszy zajmie zabawkę”, bo naturalne elementy i proste klocki czy kartony nie narzucają gotowych rozwiązań.
Dzieci są bardziej skłonne do rozmowy, głębszych dyskusji i twórczej, nieskrępowanej współpracy.
W dzisiejszej edukacji przedszkolnej musimy przestać gonić za krzykliwą nowością.
Czas zwolnić. Powinniśmy być niezwykle uważni, słuchać głosu dzieci i dać im to, czego najbardziej potrzebują do zdrowego rozwoju: spokój, stonowane barwy, brak nadmiaru bodźców i masę zieleni wokół.
Bo zadowolone, zrównoważone dziecko to takie, które może pobrudzić się błotem, dotknąć szorstkiej kory drzewa, wyczarować z kartonu zamek i poczuć, że nikt go nie pospiesza.
Dzieciństwo to nie wyścig. To czas na brudne kolana, zbieranie kamyków, wąchanie mięty i patrzenie, jak rosną warzywa.
Pozwólmy dzieciom doświadczać świata bez presji i pośpiechu. Bądźmy uważni, bądźmy obok i pamiętajmy: najpiękniejsze rzeczy dzieją się wtedy, gdy po prostu przestajemy gonić.
Autor: Weronika Hedrych-Ignaszak





Komentarze